Ludzie, ludzie, ludzie.. po horyzont.
Jedni śpiesząc się gdzieś, w przelocie zapalali znicz... inni przystawali w zamyśleniu i zadumie..
Ktoś kryjąc twarz w dłoniach pytał - dlaczego..
Ja już nie pytam.. wiem, że nie jestem w stanie zrozumieć żadnej odpowiedzi..
Pięknie, słonecznie i złoto.
Nielistopadowo.
A jednak zimno.. przeszywąjące zimno w środku, nie mające nic wspólnego ze wskazaniami termometra.
Serce jak kostka lodu..
Nie poznaję już Twoich kolegów i koleżanek.. Kojarzę niektórych rodziców, ale ich samych już nie.. Czy poznałabym Ciebie, gdybyś stanął przede mną starszy o te trzy lata..?
To takie miłe i wzruszające, że pamiętają.. Bezcenne, bo z każdym rokiem jest ich coraz mniej...
Obejrzałam się odchodząc. W ciemnościach rozświetlony cmentarz wyglądał jak miniaturowe miasto. Pięknie, ciepło i kolorowo, ale brakowało mi atmosfery zapamiętanej z dzieciństwa - zapachu gorącego wosku i jasnej łuny na niebie..
A za bramą ? Stoiska ze słodyczami, kolorowe baloniki i świecące kwiatki. Grill-Bar, golonka, kiełbaski z rożna. Rozglądałam się za karuzelą...
Winny
Ten, który uważał, że zakaz wjazdu jest dla frajerów..
Ten, który nie widział potrzeby ustąpienia pierwszeństwa na przejściu dla pieszych, bo był większy..
Ten, którego jedynym wytłumaczeniem było, że nie widział, nie wiedział, nie myślał..
Ten, który przez trzy lata wchodził na salę rozpraw z wysoko podniesioną głową i patrzył mi prosto w oczy..
Ten, który ani razu nie powiedział - przykro mi..
Temu człowiekowi w końcu powiedziano, że to nie jest tak...
Usłyszał, że jest winny śmierci mojego dziecka..
Zdziwił się...
Skończyło się.. Doczekałam..
Nic nie czuję.. ani ulgi, ani gniewu..
Pustka..
Nie wiem tylko, skąd mam jeszcze tyle łez...
Ten, który nie widział potrzeby ustąpienia pierwszeństwa na przejściu dla pieszych, bo był większy..
Ten, którego jedynym wytłumaczeniem było, że nie widział, nie wiedział, nie myślał..
Ten, który przez trzy lata wchodził na salę rozpraw z wysoko podniesioną głową i patrzył mi prosto w oczy..
Ten, który ani razu nie powiedział - przykro mi..
Temu człowiekowi w końcu powiedziano, że to nie jest tak...
Usłyszał, że jest winny śmierci mojego dziecka..
Zdziwił się...
Skończyło się.. Doczekałam..
Nic nie czuję.. ani ulgi, ani gniewu..
Pustka..
Nie wiem tylko, skąd mam jeszcze tyle łez...
Cmentarna melancholia
W niedzielę długo chodziłam po cmentarzu. Za murem śpieszyło się życie, trąbiły samochody, nawoływały dzieci.. a tu jakby zatrzymał się czas.. spokój.. zaduma.. złote refleksy na kamieniu.. nie chciało mi się tam wracać.
Wstałam od grobu Młodszego i poszłam w przeciwnym kierunku, niż zwykle. Słońce prześwitywało przez gałęzie drzew i układało świetlne mozaiki na chodniku.. myśli szeleściły jak samotnie opadające liście.. wspomnienia raz po raz trącały smutną nutę jesiennej, złotej melancholii w sercu.. a ja szłam.. szłam.. szłam..
Mijałam dziesiątki przeróżnych pomników.. tablic.. drewnianych krzyży pokrytych łuszczącą się farbą. Jedne zatrzymywały mnie na chwilę, inne ledwie dotykałam wzrokiem.. Porażała mnie ich anonimowość. A przecież za każdym napisem kryło się czyjeś życie.. każdy z nich był wśród nas. Miał jakieś marzenia, pragnienia, kolor oczu.. Był ukochanym dzieckiem swoich rodziców.. dorastał.. popełniał błędy.. kochał i był kochany.. miał przyjaciół i wrogów.. przeżywał swoje smutki i radości.. by ostatecznie stać się pozycją w ewidencji cmentarza..
Ilu znajomych.. przyjaciół.. bliskich.. już nie ma pod numerem telefonu.. Ilu ich odeszło zostawiając nas w rozterkach i bólu, że można było coś lepiej.. coś bardziej.. coś w ogóle.. A teraz możemy tylko przyklęknąć, zapalić lampkę i wierzyć, że jest takie "gdzieś", gdzie są szczęśliwi.. W ten czas wspomnień i zadumy spróbować ich sobie przypomnieć i uzmysłowić, że śmierć jest nierozerwalnie związana z naszym życiem..
A czas płynie.. zamazuje twarze.. ileż coraz rzadziej odwiedzanych alejek w starej części cmentarza...
Wstałam od grobu Młodszego i poszłam w przeciwnym kierunku, niż zwykle. Słońce prześwitywało przez gałęzie drzew i układało świetlne mozaiki na chodniku.. myśli szeleściły jak samotnie opadające liście.. wspomnienia raz po raz trącały smutną nutę jesiennej, złotej melancholii w sercu.. a ja szłam.. szłam.. szłam..
Mijałam dziesiątki przeróżnych pomników.. tablic.. drewnianych krzyży pokrytych łuszczącą się farbą. Jedne zatrzymywały mnie na chwilę, inne ledwie dotykałam wzrokiem.. Porażała mnie ich anonimowość. A przecież za każdym napisem kryło się czyjeś życie.. każdy z nich był wśród nas. Miał jakieś marzenia, pragnienia, kolor oczu.. Był ukochanym dzieckiem swoich rodziców.. dorastał.. popełniał błędy.. kochał i był kochany.. miał przyjaciół i wrogów.. przeżywał swoje smutki i radości.. by ostatecznie stać się pozycją w ewidencji cmentarza..
Ilu znajomych.. przyjaciół.. bliskich.. już nie ma pod numerem telefonu.. Ilu ich odeszło zostawiając nas w rozterkach i bólu, że można było coś lepiej.. coś bardziej.. coś w ogóle.. A teraz możemy tylko przyklęknąć, zapalić lampkę i wierzyć, że jest takie "gdzieś", gdzie są szczęśliwi.. W ten czas wspomnień i zadumy spróbować ich sobie przypomnieć i uzmysłowić, że śmierć jest nierozerwalnie związana z naszym życiem..
A czas płynie.. zamazuje twarze.. ileż coraz rzadziej odwiedzanych alejek w starej części cmentarza...
W ramionach Morfeusza
Jestem nieopisywalnie słaba..
Śpię.. śpię.. śpię.. Od rana do wieczora i od wieczora do rana, z przerwą na wizytę w szpitalu. Może to wina wyczerpującego leczenia, może pogody, może.. nie wiem czego. Nie mam siły i nie radzę sobie z tym.
Wszyscy mówią, że to w porządku. Że organizm potrzebuje odreagować i odregenerować codzienne dawki promieni i chemii. Że kumuluje siły do dalszej walki. Jest mi wszystko jedno.. chcę tylko spać.
Zamykają mi się oczy.. opada głowa.. czuję się jak w przedsionku....
Dr.Prowadzący dołożył mi dziś kilka naświetlań i chemię.. Dotychczasowe nie przyniosły spodziewanych efektów.
Spać..
PS. Ani razu o ludziach z poprzedniej notki, ( w odróżnieniu od tych wszystkich tak zaciekle ich broniących i tak ochoczo wysyłających na tamten świat) nie pomyślałam, że są umierający. Wręcz przeciwnie,z całego serca życzę im długiego, szczęśliwego i zdrowego życia i jedynie dlatego irytuje mnie to, że w moim przekonaniu nie pomagają ani lekarzom ani sobie w osiągnięciu tego zdrowia. Nie ma w tym żadnej wrogości. Daleka też jestem od odmawiania "ostatniego papierosa", ale mam nadzieję, że żadnej ze znanych mi osób z oddziału chemioterapii dziennej, to nie dotyczy. Oni wszyscy są tam po to, żeby się leczyć i wyzdrowieć. Nie zaglądałam na oddział paliatywny i nie pisałam o nim. Na szczęście nie muszę się nikomu z niczego tłumaczyć, bo .. nie mam ani siły ani ochoty.
Acha, najbardziej wzruszyły mnie komentarze typu, że na pewno nie wiem o czym piszę i obym nigdy nie musiała się zmierzyć z chorobą nowotworową. Ha ha ha. Dziękuję. Tym "wiedzącym".
Śpię.. śpię.. śpię.. Od rana do wieczora i od wieczora do rana, z przerwą na wizytę w szpitalu. Może to wina wyczerpującego leczenia, może pogody, może.. nie wiem czego. Nie mam siły i nie radzę sobie z tym.
Wszyscy mówią, że to w porządku. Że organizm potrzebuje odreagować i odregenerować codzienne dawki promieni i chemii. Że kumuluje siły do dalszej walki. Jest mi wszystko jedno.. chcę tylko spać.
Zamykają mi się oczy.. opada głowa.. czuję się jak w przedsionku....
Dr.Prowadzący dołożył mi dziś kilka naświetlań i chemię.. Dotychczasowe nie przyniosły spodziewanych efektów.
Spać..
PS. Ani razu o ludziach z poprzedniej notki, ( w odróżnieniu od tych wszystkich tak zaciekle ich broniących i tak ochoczo wysyłających na tamten świat) nie pomyślałam, że są umierający. Wręcz przeciwnie,z całego serca życzę im długiego, szczęśliwego i zdrowego życia i jedynie dlatego irytuje mnie to, że w moim przekonaniu nie pomagają ani lekarzom ani sobie w osiągnięciu tego zdrowia. Nie ma w tym żadnej wrogości. Daleka też jestem od odmawiania "ostatniego papierosa", ale mam nadzieję, że żadnej ze znanych mi osób z oddziału chemioterapii dziennej, to nie dotyczy. Oni wszyscy są tam po to, żeby się leczyć i wyzdrowieć. Nie zaglądałam na oddział paliatywny i nie pisałam o nim. Na szczęście nie muszę się nikomu z niczego tłumaczyć, bo .. nie mam ani siły ani ochoty.
Acha, najbardziej wzruszyły mnie komentarze typu, że na pewno nie wiem o czym piszę i obym nigdy nie musiała się zmierzyć z chorobą nowotworową. Ha ha ha. Dziękuję. Tym "wiedzącym".
Bohaterzy z onkologii
Paliłam wiele lat i wydawało mi się, że to lubię. Udało mi się przeprogramować. Nie palę, ale wiem jak to jest i nie jestem fanatycznym wrogiem palaczy. Jednak to, co widzę w szpitalu jeży mi włosy na głowie. Wstrzymując oddech przemykam przez kłęby dymu przed budynkiem. Mijam skulone, opatulone kocami postacie na balkonach, bynajmniej nie łapiące energii z promieni słonecznych..
Przy drzwiach oddziału pacjent uwieszony na kroplówce z chemią, nerwowo gniecie paczkę papierosów w kieszeni szlafroka.. inny prosi o odłączenie, bo musi zapalić..
33 letnia matka trójki dzieci z nieoperacyjnym rakiem narządów rodnych beztrosko wyciąga Marlboro, bo przecież płuca ma zdrowe..
Młody mężczyzna z rakiem kości tak zaawansowanym, że pękają mu żebra, kiedy zbyt gwałtownie kładzie się do łóżka na pytanie, dlaczego wciąż pali odpowiada - bo to nie od tego..
Banalne dowodzenia nieszkodliwości w stylu, że ich dziadkowie, ojcowie,, wujkowie (niepotrzebne skreślić) palili całe życie i nic im nie było. Jakby zupełnie ślepi na to, że im już coś jest. Chwilowi herosi.. pseudobohaterzy leczący raka z papierosem w zębach
Nie potrafię zrozumieć takiej nieodpowiedzialności, niefrasobliwości, głupoty..
Cisną się na usta określenia ogólnie uznane za obraźliwe.. Dorośli ludzie.. to jakich argumentów użyć w stosunku do palących nastolatków ?? Młodych, zdrowych i przekonanych o swojej nieśmiertelności ??
Brak mi słów.
Przy drzwiach oddziału pacjent uwieszony na kroplówce z chemią, nerwowo gniecie paczkę papierosów w kieszeni szlafroka.. inny prosi o odłączenie, bo musi zapalić..
33 letnia matka trójki dzieci z nieoperacyjnym rakiem narządów rodnych beztrosko wyciąga Marlboro, bo przecież płuca ma zdrowe..
Młody mężczyzna z rakiem kości tak zaawansowanym, że pękają mu żebra, kiedy zbyt gwałtownie kładzie się do łóżka na pytanie, dlaczego wciąż pali odpowiada - bo to nie od tego..
Banalne dowodzenia nieszkodliwości w stylu, że ich dziadkowie, ojcowie,, wujkowie (niepotrzebne skreślić) palili całe życie i nic im nie było. Jakby zupełnie ślepi na to, że im już coś jest. Chwilowi herosi.. pseudobohaterzy leczący raka z papierosem w zębach
Nie potrafię zrozumieć takiej nieodpowiedzialności, niefrasobliwości, głupoty..
Cisną się na usta określenia ogólnie uznane za obraźliwe.. Dorośli ludzie.. to jakich argumentów użyć w stosunku do palących nastolatków ?? Młodych, zdrowych i przekonanych o swojej nieśmiertelności ??
Brak mi słów.
Złośliwość
Niedawno czytałam "Antyrakowy dekalog" K. Krauzego. Porównywałam swoje przemyślenia i obserwacje (w większości te sprzed sześciu lat, obecnych nie ma co porównywać) i kiwałam ze zrozumieniem głową, a później przeczytałam, że należy się z rakiem zaprzyjaźnić.. że należy być mu wdzięcznym..
Mam być wdzięczna ?
Za bezsenne noce mojej matki ?
Za strach w oczach mego syna ?
Za przespane dni i przerzygane noce ?
Nie, nie będę się z nim zaprzyjaźniać ani polubiać. Niech go sobie pan Krauze dopieszcza i hołubi. Ja zamierzam utrudnić mu życie nie mniej niż on mi.
Chemia nieźle daje mi w kość.. jakby było mało, uaktywnia się odczyn popromienny, a przecież to nawet jeszcze nie połowa serii. Wkurza mnie. Nienawidzę jak coś mną tak poniewiera.. wtedy też potrafię być złośliwa. Skurwiel nie wie z kim zadarł.
Mam być wdzięczna ?
Za bezsenne noce mojej matki ?
Za strach w oczach mego syna ?
Za przespane dni i przerzygane noce ?
Nie, nie będę się z nim zaprzyjaźniać ani polubiać. Niech go sobie pan Krauze dopieszcza i hołubi. Ja zamierzam utrudnić mu życie nie mniej niż on mi.
Chemia nieźle daje mi w kość.. jakby było mało, uaktywnia się odczyn popromienny, a przecież to nawet jeszcze nie połowa serii. Wkurza mnie. Nienawidzę jak coś mną tak poniewiera.. wtedy też potrafię być złośliwa. Skurwiel nie wie z kim zadarł.
Spod kroplówki
Oddział Chemioterapii Dziennej. Inny świat. Inne tempo. Czas odliczany kroplami zdrowonośnej trucizny spływającej do wymęczonych żył. Ktoś nieobecnym wzrokiem błądzi po osiedlu za oknem, ktoś trzyma na kolanach otwartą książkę, chociaż nie jest w stanie przeczytać ani słowa.. nieliczni chcą dzielić się swoim strachem i bólem..
Rak tchawicy na leżance po prawej. Lat 50 plus. Trzeci rok i trzeci nawrót. Najsilniejsza chemia.
- Lekarz powiedział, że to już ostatnie, co mogą mi dać.. że jak to nie pomoże, to już nie ma dla mnie leczenia.... jestem załamana.. z każdym dniem coraz trudniej mi oddychać.. A jak nie pomoże ? Tracheotomia i czekanie na śmierć..?
Rak płuc kilka leżanek po lewej. Lat 60 plus. Hałaśliwy, nonszalancki.
- Najważniejsze to nic sobie z niego nie robić. Ja 17 lat z nim żyję. Tylko, że siedział gdzie indziej a ostatnio mu zbrzydło i się przeniósł do płuc. Siostro ! Siostra mnie odłączy na chwilę, bo muszę iść zapalić !
Cicha, zrezygnowana kobiecina podłączona do kroplówki "obojętnej" na korytarzu. Prawie nie widać jej z głębokiego fotela.
- Płuczą mnie drugi dzień. To już koniec. Od jedynej chemii, która mogła mi pomóc, wysiadły nerki.. A pani ma tę słabszą ? Wiem.. ja też miałam. Też mówili, że włosy nie wypadną a wypadły. Zawsze wypadały.. Co tam włosy.. żeby tylko pomogło.. żeby tylko coś pomogło..
Rak tchawicy na leżance po prawej. Lat 50 plus. Trzeci rok i trzeci nawrót. Najsilniejsza chemia.
- Lekarz powiedział, że to już ostatnie, co mogą mi dać.. że jak to nie pomoże, to już nie ma dla mnie leczenia.... jestem załamana.. z każdym dniem coraz trudniej mi oddychać.. A jak nie pomoże ? Tracheotomia i czekanie na śmierć..?
Rak płuc kilka leżanek po lewej. Lat 60 plus. Hałaśliwy, nonszalancki.
- Najważniejsze to nic sobie z niego nie robić. Ja 17 lat z nim żyję. Tylko, że siedział gdzie indziej a ostatnio mu zbrzydło i się przeniósł do płuc. Siostro ! Siostra mnie odłączy na chwilę, bo muszę iść zapalić !
Cicha, zrezygnowana kobiecina podłączona do kroplówki "obojętnej" na korytarzu. Prawie nie widać jej z głębokiego fotela.
- Płuczą mnie drugi dzień. To już koniec. Od jedynej chemii, która mogła mi pomóc, wysiadły nerki.. A pani ma tę słabszą ? Wiem.. ja też miałam. Też mówili, że włosy nie wypadną a wypadły. Zawsze wypadały.. Co tam włosy.. żeby tylko pomogło.. żeby tylko coś pomogło..
Schematy
Od wczesnego dzieciństwa uważnie obserwujemy świat. Jak gąbka chłoniemy wzorce zachowań i kodujemy w podświadomości. I mimo późniejszego buntu, niechęci, czy potępienia, niezauważalnie obrastamy w nie jak w drugą skórę. W sytuacjach ekstremalnych, kiedy szok, ból i rozpacz blokują zdolność myślenia i wypierają racjonalizm, działamy według nich, jak według jedynych znanych nam drogowskazów. Idziemy jak po sznurku.. a później nie możemy uwierzyć, że zrobiliśmy właśnie tak, jak wydawałoby się, nigdy byśmy nie zrobili..
Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że po śmierci Młodszego dałam się prowadzić od sklepu do sklepu szukając nowego garnituru, koszuli.. bielizny..
Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że wśród tylu otaczających mnie wtedy ludzi nie znalazła się ani jedna osoba, która położyłaby mi rękę na ramieniu i powiedziała - Nie musisz tego robić! Wsłuchaj się w siebie, w to co najbardziej lubił i wyciągnij z szafy niebieską bluzę z kapturem ! Nie zapomnij o jego pluszowej sowie - przytulance !
Ta sowa do dziś siedzi przy moim łóżku jak wyrzut.. że wszystko czym otoczyłam Młodszego, było mu tak obrzydliwie obce.. nowe.. nieznane..
Zabiorę ją ze sobą Synku.. zaniosę Ci.. z naprawionym skrzydełkiem.. Obiecuję..
Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że po śmierci Młodszego dałam się prowadzić od sklepu do sklepu szukając nowego garnituru, koszuli.. bielizny..
Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że wśród tylu otaczających mnie wtedy ludzi nie znalazła się ani jedna osoba, która położyłaby mi rękę na ramieniu i powiedziała - Nie musisz tego robić! Wsłuchaj się w siebie, w to co najbardziej lubił i wyciągnij z szafy niebieską bluzę z kapturem ! Nie zapomnij o jego pluszowej sowie - przytulance !
Ta sowa do dziś siedzi przy moim łóżku jak wyrzut.. że wszystko czym otoczyłam Młodszego, było mu tak obrzydliwie obce.. nowe.. nieznane..
Zabiorę ją ze sobą Synku.. zaniosę Ci.. z naprawionym skrzydełkiem.. Obiecuję..
Gong
Skończyło się spanie do 10 i układanie mahjonga do północy. Od dziś łóżko tuż po pierwszym ziewnięciu, zielona herbata oraz soczki z marchewki i surówki z buraczków dla utrzymania krwi w dobrej kondycji.
Życie regulowane kroplówkami i naświetlaniami.
Codziennie. Od poniedziałku do piątku przez pięć najbliższych tygodni będę czytać książki na krzesełku nieopodal basenu z żółwiami. Dla przerwania monotonii, dodatkowo raz w tygodniu chemia, raz płukania, raz badania kontrolne ..
Później, w zależności od potrzeby może następna seria naświetlań..
A jeszcze później ?
Jeszcze później... jak jeszcze będę żyła, to Dr.Prowadzący obiecał pomyśleć nawet o operacji.. ;)
Życie regulowane kroplówkami i naświetlaniami.
Codziennie. Od poniedziałku do piątku przez pięć najbliższych tygodni będę czytać książki na krzesełku nieopodal basenu z żółwiami. Dla przerwania monotonii, dodatkowo raz w tygodniu chemia, raz płukania, raz badania kontrolne ..
Później, w zależności od potrzeby może następna seria naświetlań..
A jeszcze później ?
Jeszcze później... jak jeszcze będę żyła, to Dr.Prowadzący obiecał pomyśleć nawet o operacji.. ;)
Białe kartki
Zaglądam na ulubione blogi i na jednych wita mnie cisza, często od miesięcy.. innych nie odnajduję w ogóle..
Zastanawiam się, co za tym stoi.. Zniechęcenie ? Znudzenie ? Wypalenie ?
Może to codzienność przytłacza przyziemnymi obowiązkami i trudno wykrzesać z siebie coś ponad to ?
A może to taka prawidłowość, że któregoś dnia siadasz przed komputerem i okazuje się, że swoich emocji nie potrafisz już ubrać w słowa..?
Może świadomość, że te słowa niewiele oddają i niczego nie zmieniają ?
Że to tylko taka chwilowa ulga, chwilowe wyciszenie tego co gdzieś ciśnie i rozrywa, czegoś co finalnie i tak dojdzie do głosu, wypełznie spod ładnie ułożonych literek .. rzuci na podłogę, sponiewiera i zatruje kolejny dzień ?
Może myśl o bezsensie pisania sprawia, że coraz więcej myśli zamiera. wycofuje się.. spłyca.. a słowa przestają do siebie pasować ?
I tak znikają.. często nagle, bez uprzedzenia.. nie biorąc pod uwagę, że wirtualny świat często rodzi całkiem realne więzi...
Oleno, Kabaretko, Pospolitko, Basiu, Babz, Mroziku, Duszku.. Mogłabym tak długo.. Myślę o Was..
Zastanawiam się, co za tym stoi.. Zniechęcenie ? Znudzenie ? Wypalenie ?
Może to codzienność przytłacza przyziemnymi obowiązkami i trudno wykrzesać z siebie coś ponad to ?
A może to taka prawidłowość, że któregoś dnia siadasz przed komputerem i okazuje się, że swoich emocji nie potrafisz już ubrać w słowa..?
Może świadomość, że te słowa niewiele oddają i niczego nie zmieniają ?
Że to tylko taka chwilowa ulga, chwilowe wyciszenie tego co gdzieś ciśnie i rozrywa, czegoś co finalnie i tak dojdzie do głosu, wypełznie spod ładnie ułożonych literek .. rzuci na podłogę, sponiewiera i zatruje kolejny dzień ?
Może myśl o bezsensie pisania sprawia, że coraz więcej myśli zamiera. wycofuje się.. spłyca.. a słowa przestają do siebie pasować ?
I tak znikają.. często nagle, bez uprzedzenia.. nie biorąc pod uwagę, że wirtualny świat często rodzi całkiem realne więzi...
Oleno, Kabaretko, Pospolitko, Basiu, Babz, Mroziku, Duszku.. Mogłabym tak długo.. Myślę o Was..
Pierwszy krok w drugi etap
Zakład radioteleterapii.
Żółwie wygrzewające się pod lampami.
Symulatory, tomografy..
Wyrysowana w kreski i wytatuowana w kropki pół dnia spędziłam pod dziwnymi maszynami, które lepiej działają jak w pokoju jest zimno...
Wcześniej udowadniałam w ZUSie, że nie jestem wielbłądem.
Jestem zmęczona.
Bardzo.
Żółwie wygrzewające się pod lampami.
Symulatory, tomografy..
Wyrysowana w kreski i wytatuowana w kropki pół dnia spędziłam pod dziwnymi maszynami, które lepiej działają jak w pokoju jest zimno...
Wcześniej udowadniałam w ZUSie, że nie jestem wielbłądem.
Jestem zmęczona.
Bardzo.
Dzień po dniu..
Goję się. Z każdym dniem bardziej zasklepia się rana, a ból pozwala na głębszy oddech. Pomału wydłużam zasięg swego dreptania poza cztery ściany mieszkania.
To były ciężkie dni. Ponure, sine niebo utrzymywało mój nastrój w stanach dolnych, a deszcz i zimno potęgowały zwątpienie, zniechęcenie i rezygnację. Na szczęście przestało padać, bo niełatwo było ze mną wytrzymać. Wczoraj piękna pogoda wywabiła na długi spacer, dziś pozwoliła posiedzieć na cmentarzu.
Za kilka dni być może zostanę ostatecznie zdiagnozowana. Być może zostanie mi zaproponowana jakaś terapia. Być może...
Tymczasem ponownie wzywa mnie ZUS.. bo jeśli ktoś jest całe wakacje na zwolnieniu, to z pewnością coś tu śmierdzi.. i oni to wywęszą..
To były ciężkie dni. Ponure, sine niebo utrzymywało mój nastrój w stanach dolnych, a deszcz i zimno potęgowały zwątpienie, zniechęcenie i rezygnację. Na szczęście przestało padać, bo niełatwo było ze mną wytrzymać. Wczoraj piękna pogoda wywabiła na długi spacer, dziś pozwoliła posiedzieć na cmentarzu.
Za kilka dni być może zostanę ostatecznie zdiagnozowana. Być może zostanie mi zaproponowana jakaś terapia. Być może...
Tymczasem ponownie wzywa mnie ZUS.. bo jeśli ktoś jest całe wakacje na zwolnieniu, to z pewnością coś tu śmierdzi.. i oni to wywęszą..
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Dzisiaj znowu nie przybyło Ci lat.. i lato poszarzało U sąsiadów dudni muzyka.. Zastanawiam się, jak wyglądałby ten dzień, gdybyś tu był...
-
U mnie wszystko w porządku Mój Mały.. Żyję. Czuję. Uśmiecham się. Tęsknię za Tobą, za tym wszystkim, co się nie wydarzy.. za każdym dniem,...
-
"Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim ...
-
Mruczenie monitorów, miarowe tykanie i pikanie.. szepty pielęgniarek przy biurku współczujące spojrzenia Przez uchylone okno bezczelnie ...
-
Czasami uśmiech jest maską.. mniej lub bardziej dopasowaną. Pod radością kryje się mrok, który nie znika ot tak.. Drzazga w sercu, która wy...