Taka piękna pogoda na spacer

Zimowa, biała droga spoza skali wszelkiej kolejności odśnieżania.
Po obu stronach leśna dostojność.. nieskazitelna, czysta.. iskrząca..
Tylko ja i trzeszcząca mrozem cisza.. i  szelest zsuwającej się z gałęzi śnieżnej czapy, jakby strąconej skrzydłem przez nieuważnego anioła..
Właśnie na tej drodze po raz kolejny dotarła do mnie banalna prawda, że świat jest po prostu piękny.. tak rozpaczliwie i boleśnie piękny, że oddech staje się krótki i płytki.

I nagle poczułam się cholernie samotna.. bo życie wiele traci na uroku, jeśli nie ma z kim się nim zachwycić..
i przez moment pomyślałam, że...

a potem wróciłam do domu..

Jakie smutne oczy ma karp..

Nawet nie skrzypnęły drzwi, kiedy stanęła w progu
Weszła jak do siebie
Niezapowiedziana, niezapraszana,
Po prostu się pojawiła..
Rozsiadła się przy pustym talerzyku wypełniając sobą całą przestrzeń..
Odświętna Pani.... Tęsknota..

Życiodajna kropla

Jest tyle słów, których nie zdążyłam wypowiedzieć
Tyle gestów, przytuleń, uśmiechów..
Tyle odkładania na później, na jutro, na lepszy czas..
Tyle zapominania,
że ludzie odchodzą zbyt szybko.. niespodziewanie i nie w porę
Tyle refleksji, która pojawia się znikąd i tonie w żalu
że już nic nie wróci.. niczego nie naprawię, za nic nie przeproszę..
bo nie będzie już żadnego jutro, potem, następnym razem, kiedy indziej..
Tyle pytań, które rozpływają się w bezczasie i bezprzestrzeni..

I jedna, maleńka kropla nadziei, że kiedyś.. gdzieś.. jakoś..

że to przecież nie może być wszystko..

Noc listopadowa

Nic mi się nie chce. Mogłabym godzinami siedzieć i obserwować krople spływające po szybach. Brudnych, bo przecież umyć tez mi się nie chce.
Mój wrodzony optymizm od miesiąca ma gorszy czas.
Niewiele muszę, a potem śpię.
Albo nie mogę spać i przewracam się z boku na bok przez pół nocy, przesiewając w głowie myśli, wspomnienia, zdarzenia...
Listopadowieję..

Zapomnienie z zaskoczenia

Dwa dni przed planowanym terminem, niezupełnie obudzona, przed ósmą rano odebrałam telefon
- a może by dziś ?
- a czemu nie..
W pośpiechu spakowana piżamka i książka a kilka godzin później przydział na łóżko w sali nr 3.
Dzisiaj już chodzę prawie nie utykając i powoli zapominam.
Guz uprzejmie zastosował się do oczekiwań i okazał się łagodnego usposobienia.
Wynik hist-patu za trzy tygodnie ma to potwierdzić.

Popatrz jak szybko mija czas..

Tęsknię..
Nie ma Cię już tak samo długo, jak krótko byłeś..

Chociaż wszystko jest inaczej, to nic się nie zmieniło..
Czasem pamięć jest tak bardzo ostra, że rani do łez
A czasem...
Czasem czuję się, jakbym łapała mgłę..
I wtedy boli jeszcze bardziej..

Z dnia na dzień

Od kilku dni spoglądam na opis TK, który nic mi nie rozjaśnia, chociaż szczęśliwie też nie zaciemnia.
Jakby tak przymknąć oko na to jedno małe "ale", to chyba jest dobrze.
No to przymykam i spokojnie czekam w długiej kolejce na opinię tłumacza.

Zwracam myśli do radosnych dni w upalnej Pradze, parkowych koncertów, weekendu z kimś ważnym a dawno nie widzianym, kilku wzruszających rozmów.. planowanego wypadu ze Starszym na śniadanie do Berlina...

A to....
To się wytnie.
Nie wiem jeszcze kiedy,
ale się wytnie i zapomni.

W innym wymiarze

Wczoraj były Twoje urodziny Mój Mały..
kolejne niedoczekane, dorosłe urodziny.
Śniło mi się, że nie umarłeś.
Dziwny, pokręcony sen..
Pełen emocji, których nie potrafię nazwać.

Jakbym latała.

Dziękuję Ci Synku za te odwiedziny.. nadal mnie unoszą..

Zmiana świateł

Zdecydowanie bardziej lubię lekarza, który uważnie oglądając guza pod każdym kątem
mówi że według jego aparatury i oka to raczej nie wygląda groźnie.
Gaśnie czerwona lampka. Wypuszczam powietrze.
Tak. Trzeba wyciąć i zbadać. Koniecznie i szybko.
Tak. Dopiero wtedy będzie wiadomo na pewno,
Zapala się żółta.. ale ciągle oddycham..
I udaję, że nie słyszę, kiedy dodaje, że teraz muszę tylko znaleźć odważnego chirurga, który zechce to ruszyć.
Na pewno żartował.
Przecież to nic groźnego.

Miało być rutynowo

Mimo upalnego dnia zbłąkana zimna kropla spłynęła mi wzdłuż kręgosłupa..

"Ten guz jest co najmniej dziwny..
Nie wygląda to dobrze..
Zrobimy USG na cito..
Prawdopodobne będzie potrzebne skierowanie na chirurgię onkologiczną.."

Będąc dobrej myśli jednak wstrzymuję oddech co najmniej na tydzień..

mimowolnie.

Ostatnie drzwi

Nowy Rok ma już prawie trzy miesiące, a ja jeszcze nie zdążyłam się przyzwyczaić, że jest nowy.
Nie nadążam za życiem, a ono nie czeka. Nieustannie coś się kończy i coś zaczyna.
Kilka dni temu po raz ostatni zamknęły się sądowe drzwi.
Zapadł ostatni wyrok.
Po prawie dziesięciu latach, cały koszmar zmieszczony w kilku tomach suchych akt znajdzie miejsce w jakimś przepastnym archiwum, wśród innych koszmarów..
I już nikt nie będzie zawodowo rozgrzebywał, osądzał, oceniał, udowadniał..
Koniec.
Wspomnienia przybierają kolor sepii.. chociaż ból ma wciąż wyczuwalny puls.
Jak wulkan.
Pod pozornym spokojem gotuje się i czasem wybucha w środku nocy...
Lawiną żalu, buntu i łez..

Wigilia

.. czas, który jak żaden inny ma zdolność przenoszenia w czasie.. cofania do momentu, kiedy nikogo nie brakowało przy stole i wszystko było na swoim miejscu..

I śnieg.. i mróz.. i wychuchane kółeczka w zamarzniętych, wzorzystych szybach, przez które wyglądałam pierwszej gwiazdki.
I choinka prosto z lasu, przywieziona saniami przez dziadka, owijana później kilometrami łańcuchów własnoręcznie wyklejanych z kolorowych wycinanek.. paczki i paczuszki pod nią, przewiązanie czerwoną wstążką..
I wszechobecna magia.. w ciepłym uśmiechu babci.. w dziadkowym dzieleniu się opłatkiem z gospodarskimi zwierzętami.. w zapachu maku.. wizycie kolędników po kolacji..  roziskrzonych zimnych ogniach.. i bitwie na śnieżki po pasterce..

I wiara przychodziła z taką łatwością..
W Mikołaja
Zwierzęta mówiące ludzkim głosem
Zabłąkanego wędrowca..

Różnica jest tak jaskrawa, ze zamykam oczy. Co z tego, że ubrałam choinkę, kupiłam karpia i ugotowałam barszcz.
To będzie miły wieczór, przyjazny i rodzinny jak każdy czas spędzony ze Starszym.. W bardziej uroczystej scenerii i nastrojach.. ale nie będziemy doszukiwać się w nim magii..