Bez Ciebie..

Mruczenie monitorów, miarowe tykanie i pikanie..
szepty pielęgniarek przy biurku
współczujące spojrzenia
Przez uchylone okno bezczelnie sączy się życie
kusi i przywołuje symfonią barw, zapachów i dźwięków..

Środek lata, środek wakacji, setki planów, obietnic i możliwości..
a mały chłopiec cichutko odchodzi od tego wszystkiego
i jego drobna dłoń robi się nieprzyjaźnie zimna...

W jednej chwili jest wtorek i jemy razem śniadanie
a chwilę później mija 11 lat...
I znowu jest wtorek...
Nic dziwnego , że tego nie ogarniam...
Bo to jest niemożliwe...

Choć w snach do mnie przyjdź...



Ołowiany czas

Dwadzieścia osiem dni w środku lata, przed którymi nie da się uciec...
Bez względu na to, czy akurat szumią fale Bałtyku, czy brzęczą pszczoły nad górską doliną, czy ktoś podaje zimne piwo na krakowskim czy toruńskim rynku..
znów wieczorami walczę o oddech.
To ten czas, kiedy bardziej niż kiedy indziej wiem, że nie przeżyję już niczego, co pozwoliłoby zapomnieć, że mojego dziecka już nie ma.. że  właśnie upływały ostatnie dni... i budzą się demony niemocy
bo jest nie tak... nie tak...