Świadomość

Strasznie bolało, kiedy przez dwa lata obserwowałam przebieg procesu.

Kiedy widziałam w jakim skupieniu wszyscy uczestniczący pochylali się nad oskarżonym szukając najmniejszego powodu do jego usprawiedliwienia i wytłumaczenia, odechciewało mi się żyć.
 
Kiedy sąd z całą powagą przyjmował do rozpatrzenia najbardziej absurdalne wnioski, przez kilka kolejnych dni próbowałam się obudzić, przekonana, że to jakiś koszmarny sen.
 
Kiedy obrona usiłowała udowodnić, że prawo ruchu drogowego stworzone zostało dla samochodów, a nie dla kierowców, wmawiałam sobie, że z pewnością czegoś nie zrozumiałam, bo to niemożliwe.
 
I kiedy w tym wszystkim jakby w dalekim tle pozostawał fakt, że zginęło dziecko.. dziecko, które zgubiła ufność i wiara w mądrość dorosłych, bo to przecież dorośli wymyślili zielone światło, żeby on mógł czuć się bezpiecznie.. umierałam i błagałam go o wybaczenie...

I nawet sobie nie zdawałam sprawy z tego jaka była skala tego bólu..

Dopóki nie usłyszałam ogłuszającego huku spadającego z serca ciężaru, kiedy wyszłam z kancelarii adwokackiej zostawiając podpisane pełnomocnictwo.. nie zdawałam sobie sprawy, jak ogromny ciężar dźwigałam.. a przecież pozbyłam się, nie.. nie pozbyłam.. podzieliłam się zaledwie częścią...
Nie miałam pojęcia jak to jest, nie czuć się samej.....

AniZabi... Dziękuję...

Tęsknota za prawdą

.....życie w prawdzie, nieokłamywanie siebie ani innych jest możliwe tylko pod warunkiem, że żylibyśmy bez publiczności. W chwili, kiedy ktoś obserwuje nasze zachowanie, chcąc nie chcąc dostosowujemy się do wzroku, który na nas patrzy i nic z tego, co robimy nie jest już prawdą. Obecność publiczności, myśl o publiczności oznacza życie w kłamstwie....
Oczywiście Kundera.

Nauczyłam się żyć ze swoim bólem. Nauczyłam się nie walczyć z nim i nie siłować. Nauczyłam się nie obarczać nim otoczenia.. Nauczyłam się udawać, że mój świat nie jest inny niż świat moich znajomych.. i to (o ironio) tylko ze wzg na ich dobre samopoczucie..
Dla siebie miałam blog. Moją małą prawdę o mnie. Moją prawdę, która pozwalała mi uśmiechnąć do mojego synka, jak czytałam, że ktoś pod wpływem moich notek, zatrzymał się.. i przytulił swoje dziecko..

Jakoś radziłam sobie w swoim tu i teraz. Bez przyszłości, bez celów, bez marzeń. Ale też bez poczucia obowiązku tłumaczenia się komukolwiek z tego, co czuję, co robię, co myślę.
A teraz przeglądam swoje zapiski od listopada i coraz mniej w nich widzę siebie..
Widzę każde słowo idealnie dopasowane.. każdą myśl starannie przyciętą, każdą emocję wygładzoną..
i tylko prawdy widzę coraz mniej..
i coraz mniej to moje miejsce..




Życiowa awitaminoza

Kolejna rozprawa, już nawet nie wiem która. Kolejne odroczenie i nikłe prawdopodobieństwo, żeby skończyło się w ciągu najbliższego półrocza.

Kolejne wnioski.. odwołania.. postępowania..

Kolejne eksperymenty, ekspertyzy, opinie..


Jakaś apatia mną zawładnęła.. bezsilność.. zniechęcenie..

Ktoś zapytał - jesteś zła ?

Nie. Nie mam siły nawet na złość... Nie chce mi się oddychać..

Pytam płomieniami świec..

Pustka i cisza. Grobowa cisza.
Tylko wiatr od czasu do czasu szeptał coś w półmroku..
Przebrnęłam po kolana w śniegu, nieodśnieżaną, wewnętrzną alejką.. odstawiłam na ławeczkę plecak pełen ciężkich znaków zapytania..


To takie niezrozumiałe.. takie w moim pojęciu niesprawiedliwe.. To ja powinnam pokazywać mu świat, uczyć życia.. chronić przed demonami.. a przychodzę, aby pomógł mi pojąć siebie...
Źle mi z tym.. taka absurdalna zamiana miejsc..
Nie wiem dokąd iść.. jak ocenić.. jak wyważyć wszystko co mnie spotyka i otacza. Ludzi.. sytuacje.. decyzje..

Wszystko ma zupełnie inne znaczenie.. inną wartość..

Nie odnajduję się.. Nie rozumiem..

A w środku nieustannie coś rośnie.. większe i większe.. jak wrzód..
kiedyś pęknie..

Kierunek

Bardzo sceptycznie podeszłam do tej propozycji. Na spotkanie poszłam bardziej z ciekawości niż z powodu jakichkolwiek planów czy nadziei.
A później niespodziewanie trzy godziny siedziałam jak zaczarowana na przeciwko drobnej kobietki z ciepłym uśmiechem i z zapartym tchem słuchałam opowieści o jej marzeniu.. i czułam jakby płynęła z głębi mnie samej. I widziałam w jej oczach, że moje słowa też rozumie.. że wie..
I to przesądziło.
Kiedy po raz kolejny padło zaproszenie do tego marzenia, podałam jej rękę i powiedziałam- tak, chcę to zrobić.
Chociaż kilka godzin później ogarnęła mnie panika i przestraszyłam się własnej decyzji, wiem że już się nie wycofam. Pojawił się jakiś cel.. nadał kierunek..

Za długo..

Kiedyś usłyszałam, czy przeczytałam, że frustracja to taki stan, kiedy marzenia sprawiają, że nienawidzimy rzeczywistości, a rzeczywistość każe kochać marzenia.
Jestem sfrustrowana... i przegryzę tętnicę każdemu, kto wspomni o światełku w tunelu...

Niech te ferie już się skończą...
Niech Starszy już wróci...


Monachijskie serce...

Powinno być miło i optymistycznie.
Bo przecież Borysek pomalutku wraca do zdrowia. Bo tak ślicznie się śmieje.
Bo dziadek obiecał kupić mu siodło na kucyka.
Bo ma cudownych rodziców, którzy mimo tego całego horroru, jaki zafundowała im polska służba zdrowia, nie stracili pogody ducha i wiary.
Bo wszyscy są tacy szczęśliwi..
Bo to było bardzo miłe popołudnie...

Ale kiedy z tego domu pełnego ciepła i miłości, pełnego dzieci i życia
wróciłam do swoich pustych ścian..
do martwej ciszy..
do zimnego szkła fotografii...
do tęsknoty skulonej w fotelu...

Ściskam w ręku podarowane przez mamę Boryska, pięknie grawerowane serce przywiezione z Monachium i nie potrafię się opanować...
to nawet nie płacz.. to skowyt..

Tak strasznie mi źle.. tak ciężko.. tak boli.. tak brakuje...

Nieproszony gość

Przychodzi otulona mrokiem. Zawsze, gdy jestem sama.
Ma doskonałe wyczucie czasu.
Jakby stała za murem i cierpliwie obserwowała, kiedy się za Starszym zamkną drzwi..
Odpowiada jej klimat przygaszonego światła, cichej muzyki.. blasku świec na parapecie.. Lubi zapach imbirowej herbaty..
Bezpardonowo wtrąca się w moje myśli i wciska w każdy kąt.
Przybiera znajome kształty, tworzy obrazy..
Poraża oczy.. obezwładnia, sieje spustoszenie..
Czasem zostaje na kilka godzin, a czasem do rana.
Zostawia po sobie srebrzystą kropelkę żalu..

Teraz też puka...

Z drugiej strony..


Ma cztery latka. Siedzi w kącie na podłodze, obejmując rączkami kolana. Naburmuszona, zagubiona, zdezorientowana.
Nikomu nie pozwala się stamtąd wyprowadzić. Nie chce cudzych rąk i niczyich uśmiechów, uchyla się od głaskania po głowie. Odpycha misia.
Jest obrażona na cały świat.
I na tę jedną osobę, która ją okłamała..
Przecież obiecywała że nie opuści, że zawsze będzie, powtarzała, że kocha ją najbardziej na świecie.
A dzisiaj jej nie ma. Wszyscy na nią tak dziwnie patrzą i powtarzają, że jej mama odeszła.. Że umarła..
Umarła ? Co to znaczy umarła ??

Niemoc

Piszę.. ale palce coraz częściej trafiają w delete..
Coś mi ostatnio przeszkadza.. coś uwiera..
Dławią własne słowa.. zostają w środku.. nieodczytane..

Tak dobrze skulić się i zamknąć w swojej skorupce.
Nie być.
Nie brać odpowiedzialności. Nie usprawiedliwiać. Nie tłumaczyć.

Nie ma odwrotu..

Pisane tęsknotą

Dopalają się świeczki.. w ich chybotliwym płomieniu wyglądasz, jakbyś się do mnie uśmiechnął.. albo puścił łobuzerskie oczko.. a ja zakopuję się w myślenie o Tobie.. zatracam w poszukiwaniu wspomnień.. wzrokiem gonię za pojawiającą się przed oczami twarzą..

Obolała dusza chłonie każdą myśl.. każdą, najbardziej nieprawdopodobną wizję.. Może to Ty poruszyłeś zasłonką ? Może przemknąłeś iskrą po kocim grzbiecie..?

Tak ciężko zaczął mi się ten rok.. tak trudno.. tak bezsilnie i bezradnie... Nie mam siły Synku.. Dlaczego wszyscy myślą, że mam, skoro ja już jej nie mam..?

A wystarczyłoby Twoje figlarne spojrzenie spod firanki rzęs.. Twoje - ja to się z tobą ożenię.. i przenosiłabym góry....

Genetyczny bagaż

Patrzę czasem na Starszego i ze strachem zastanawiam się ile w nim będzie z jego ojca.. a ile już jest.. ?
Słucham, że tego mu się nie chce, tamto nie obchodzi, jeszcze coś innego nie interesuje.. i boję się, czy poradzi sobie z tym genetycznym bagażem..
Widzę też wrażliwość, troskliwość, zdolność do pomocy.. i czepiam się wiary, że jest na tyle inny, na tyle świadomy, że nie popełni takich samych błędów.. tych, które teraz jeszcze sam tak ostro i wyraźnie widzi..
I wtedy sama przed sobą stanowczo zaprzeczam wszelkim, poza fizycznym, podobieństwom...