Noc listopadowa

Nic mi się nie chce. Mogłabym godzinami siedzieć i obserwować krople spływające po szybach. Brudnych, bo przecież umyć tez mi się nie chce.
Mój wrodzony optymizm od miesiąca ma gorszy czas.
Niewiele muszę, a potem śpię.
Albo nie mogę spać i przewracam się z boku na bok przez pół nocy, przesiewając w głowie myśli, wspomnienia, zdarzenia...
Listopadowieję..

Zapomnienie z zaskoczenia

Dwa dni przed planowanym terminem, niezupełnie obudzona, przed ósmą rano odebrałam telefon
- a może by dziś ?
- a czemu nie..
W pośpiechu spakowana piżamka i książka a kilka godzin później przydział na łóżko w sali nr 3.
Dzisiaj już chodzę prawie nie utykając i powoli zapominam.
Chirurg już na etapie wycinania zapewnił, że mogę być spokojna bo to klasyczny, łagodny guz.
Wynik hist-patu za trzy tygodnie ma to potwierdzić.

Popatrz jak szybko mija czas..

Tęsknię..
Nie ma Cię już tak samo długo, jak krótko byłeś..

Chociaż wszystko jest inaczej, to nic się nie zmieniło..
Czasem pamięć jest tak bardzo ostra, że rani do łez
A czasem...
Czasem czuję się, jakbym łapała mgłę..
I wtedy boli jeszcze bardziej..

Z dnia na dzień

Od kilku dni spoglądam na opis TK, który nic mi nie rozjaśnia, chociaż szczęśliwie też nie zaciemnia.
Jakby tak przymknąć oko na to jedno małe "ale", to chyba jest dobrze.
No to przymykam i spokojnie czekam w długiej kolejce na opinię tłumacza.

Zwracam myśli do radosnych dni w upalnej Pradze, parkowych koncertów, weekendu z kimś ważnym a dawno nie widzianym, kilku wzruszających rozmów.. planowanego wypadu ze Starszym na śniadanie do Berlina...

A to....
To się wytnie.
Nie wiem jeszcze kiedy,
ale się wytnie i zapomni.

W innym wymiarze

Wczoraj były Twoje urodziny Mój Mały..
kolejne niedoczekane, dorosłe urodziny.
Śniło mi się, że nie umarłeś.
Dziwny, pokręcony sen..
Pełen emocji, których nie potrafię nazwać.

Jakbym latała.

Dziękuję Ci Synku za te odwiedziny.. nadal mnie unoszą..

Czekanie na zielone

Mojej onkolog, w przeciwieństwie do mnie, wcale nie uspokoił opis USG.
Z jednej strony dobrze wiedzieć, że nad moim zdrowiem czuwa ktoś tak skrupulatny i dociekliwy, a z drugiej.. wolę diagnozę, że to nie wygląda groźnie i
kurczowo trzymam się nadziei, że to tylko moja historia choroby postawiła ją w stan podwyższonej gotowości.
Kolejne pilne skierowanie.
Kolejne dni w zawieszeniu i niepewności.
Przedłuża się postój pod żółtym światłem.

Zmiana świateł

Zdecydowanie bardziej lubię lekarza, który uważnie oglądając guza pod każdym kątem
mówi że według jego aparatury i oka to raczej nie wygląda groźnie.
Gaśnie czerwona lampka. Wypuszczam powietrze.
Tak. Trzeba wyciąć i zbadać. Koniecznie i szybko.
Tak. Dopiero wtedy będzie wiadomo na pewno,
Zapala się żółta.. ale ciągle oddycham..
I udaję, że nie słyszę, kiedy dodaje, że teraz muszę tylko znaleźć odważnego chirurga, który zechce to ruszyć.
Na pewno żartował.
Przecież to nic groźnego.

Miało być rutynowo

Mimo upalnego dnia zbłąkana zimna kropla spłynęła mi wzdłuż kręgosłupa..

"Ten guz jest co najmniej dziwny..
Nie wygląda to dobrze..
Zrobimy USG na cito..
Prawdopodobne będzie potrzebne skierowanie na chirurgię onkologiczną.."

Będąc dobrej myśli jednak wstrzymuję oddech co najmniej na tydzień..

mimowolnie.

Ostatnie drzwi

Nowy Rok ma już prawie trzy miesiące, a ja jeszcze nie zdążyłam się przyzwyczaić, że jest nowy.
Nie nadążam za życiem, a ono nie czeka. Nieustannie coś się kończy i coś zaczyna.
Kilka dni temu po raz ostatni zamknęły się sądowe drzwi.
Zapadł ostatni wyrok.
Po prawie dziesięciu latach, cały koszmar zmieszczony w kilku tomach suchych akt znajdzie miejsce w jakimś przepastnym archiwum, wśród innych koszmarów..
I już nikt nie będzie zawodowo rozgrzebywał, osądzał, oceniał, udowadniał..
Koniec.
Wspomnienia przybierają kolor sepii.. chociaż ból ma wciąż wyczuwalny puls.
Jak wulkan.
Pod pozornym spokojem gotuje się i czasem wybucha w środku nocy...
Lawiną żalu, buntu i łez..

Wigilia

.. czas, który jak żaden inny ma zdolność przenoszenia w czasie.. cofania do momentu, kiedy nikogo nie brakowało przy stole i wszystko było na swoim miejscu..

I śnieg.. i mróz.. i wychuchane kółeczka w zamarzniętych, wzorzystych szybach, przez które wyglądałam pierwszej gwiazdki.
I choinka prosto z lasu, przywieziona saniami przez dziadka, owijana później kilometrami łańcuchów własnoręcznie wyklejanych z kolorowych wycinanek.. paczki i paczuszki pod nią, przewiązanie czerwoną wstążką..
I wszechobecna magia.. w ciepłym uśmiechu babci.. w dziadkowym dzieleniu się opłatkiem z gospodarskimi zwierzętami.. w zapachu maku.. wizycie kolędników po kolacji..  roziskrzonych zimnych ogniach.. i bitwie na śnieżki po pasterce..

I wiara przychodziła z taką łatwością..
W Mikołaja
Zwierzęta mówiące ludzkim głosem
Zabłąkanego wędrowca..

Różnica jest tak jaskrawa, ze zamykam oczy. Co z tego, że ubrałam choinkę, kupiłam karpia i ugotowałam barszcz.
To będzie miły wieczór, przyjazny i rodzinny jak każdy czas spędzony ze Starszym.. W bardziej uroczystej scenerii i nastrojach.. ale nie będziemy doszukiwać się w nim magii..

 

A wariatka tańczy

Patrzę w kalendarz i grzeszę pychą
bo myślę sobie, że dokonałam niemożliwego
i przeżyłam nie tylko swoje oczekiwania..
W dodatku, chociaż czasem nie wiem
czy to życie, czy ja sama przeciekam sobie między palcami
i choć taka młoda jak dziś, już nigdy nie będę
to mam nadzieję, że to nie ostatni mój taniec na tym balu..

Na deszczu łza...

Przez te wszystkie lata dziesiątki, a może setki razy słyszałam, że czas leczy.
Nie wiem.. może mój czas potrzebuje więcej czasu.. a może to po prostu nieprawda i żaden z niego lekarz..

Rozkleiłam się i rozsypałam z brzękiem, kiedy młody człowiek zapytał dzisiaj czy zakończyła się w końcu sprawa karna.. Dopiero po tym pytaniu poznałam, a właściwie domyśliłam się kim jest, zanim Starszy podpowiedział....
Pamiętał.. przyszedł mimo deszczu.. mimo czasu.. a ja nawet nie umiałam odpowiedzieć..rozpadłam się..

Mam w sobie pustkę Mój Mały.. kamienną pustkę.. przepaść nie do ogarnięcia... Nieokreśloną tęsknotę za tym co było i za tym co być mogło..
Nie ma Cię i już nawet nie pamiętam Cię prawdziwego.. to wszystko, co kłębi się w mojej głowie to jakaś myślowa mgła, zlepek wrażeń, fotograficznych obrazów..
Takie bolesne pragnienie, żeby zobaczyć.. dotknąć.. przypomnieć zapach, ciepło.. kształt paznokci.. miękkość włosów..
Ból, jak czarny lep.. oddech za płytki..
To nie serce.. tak boli dusza..

Niektóre dni są bardziej..