Tak mało

W niedzielę, jak zwykle pokonywałam tę samą trasę. W pewnym momencie autobus zahamował i przez chwilę jechał bardzo wolno.
Myślałam, że jest jakiś korek. Okazało się, że przy drodze, na bardzo wąskim chodniku stało stało kilkuletnie dziecko z rowerem.. Poczułam znajomy ból w piersiach. Wystarczyłoby właśnie tyle.. trochę ostrożności.. trochę wyobraźni.. trochę ograniczonego zaufania..
Gdyby to ten kierowca, jechał tamtędy, gdzie chciało przejść przez ulicę moje dziecko, nie jechałabym wczoraj na cmentarz..

Wytłumaczył ?

- Mamo, zapomniałem ci powiedzieć, że snił mi się Młodszy.. Bylismy w parku na rowerach i on sie przewrócił. Kiedy leżał na ziemi, przechodziła ubrana na czarno kobieta z papierosem i rzuciła na niego peta. On zaczął sie palić i po chwili zmienił sie w kupkę popiołu..."
Nic mu nie mówiłam, ze kilka dni temu w jakiś niewytłumaczalny dla mnie sposób na cmentarzu spaliły się kwiaty, trawa.. i cała wypieszczona przeze mnie mogiła zamieniła się w popiół...

Jak gdyby nic

Pod oknem nowego biura też rośnie magnolia. Nie tak duża.. ale równie piękna.. Bezwstydnie piękna..
Przypomina mi, że to tylko mój świat stracił barwy.
Tylko w mojej głowie ciągle brzmią słowa przerażonego, małego chłopca - (..) a najgorsze, że widzę czarno-białe drzewa..
A ona jest piękna.. jak gdyby nigdy nic...

Wiosna boli..

Zawsze musiałam sobie ze wszystkim radzić sama, nigdy się nie skarżyłam, ani nie prosiłam o pomoc. W najgorszym razie znikałam na jakiś czas dla świata i gdzieś
w kącie lizałam rany. A teraz jestem w sytuacji, dla mnie zupełnie nowej.. nie radzę sobie..
Żyję jak cyborg. Prawie nie jem, prawie nie śpię, robię tysiąc rzeczy na raz. Uciekam przed życiem, przed rozpaczą, przed sobą.
Jestem potwornie zmęczona, ale jak usiądę, to myślę tylko - Boże pozwól umrzeć.. albo chociaż zwariować.. żeby nie czuć, nie rozumieć, żeby choć na chwilę przestało boleć..
Nie mogę usiąść i nie mam siły już stać.
Czuję się jakby ktoś potargał moje życie na drobne kawałeczki i rzucił w powietrze. Jeśli tylko wydaje mi się, że jakoś to pozbierałam, kolejny powiew wiatru pozbawia złudzeń.. Zupełnie nie potrafię tego ogarnąć..
Znowu mnie dopadło..za każdym razem czyniąc coraz słabszą.. Za oknem pąki magnolii coraz pełniejsze.. Nienawidzę jej.

A życie sobie..

Zwykle obdarzam ludzi sporym kredytem zaufania na początek. Później ewentualnie odcinam od niego kupony. Wczoraj odcięłam ostatni panu "prezesowi", czego konsekwencją było złożenie wymówienia.
Czeka już nowe miejsce.. nowe wyzwania.. Nowy kredyt zaufania...

Ofiara..?!?

Ktoś powiedział, że powinnam spojrzeć na to z drugiej strony. Że on nie chciał tego zrobić, że też na pewno ma dzieci, rodzinę.. Że też jest ofiarą..
Próbowałam.. wiem, że nie chciał, to był wypadek. Ale dorosłych ludzi nikt nie rozlicza za to, czego chcieli, tylko za to co zrobili.
Po wypadku nawet nie podszedł, żeby zobaczyć co się stało. Nie podszedł do mnie, kiedy już tam byłam, nie przyjechał do szpitala, żeby się czegokolwiek dowiedzieć, mimo, że miał na to cały dzień. Operacja trwała 7 godzin.. Przez 8 miesięcy ani razu nie próbował się ze mną skontaktować, chociażby po to, żeby się najzwyczajniej rozpłakać, powiedzieć, że mu przykro, że nie wie jak to się stało, że nie chciał, że przeprasza.. Nie dał mi szansy zobaczenia w sobie człowieka. Zwykłego, przerażonego człowieka. Dla mnie jest tylko sprawcą wypadku, w którym zginął mój syn..
Nie szukam zemsty. Chcę tylko, żeby poniósł konsekwencje swojej bezmyślności i nieodpowiedzialności. Nie zaślepia mnie pragnienie wsadzenia go do więzienia, chcę tylko żeby zrozumiał że jest winny śmierci dziecka.
Gdybym szukała zemsty, rozmawiałabym z płatnym zabójcą a nie z prawnikiem..

W biegu

Rozprawa się nie odbyła. Oskarżony się nie stawił, wyznaczono kolejny termin.. Składam zażalenia, dowody, wnioski.. Rozmawiałam z prawnikami, adwokatami, kierowcami.. Za kilka dni spotkam się z prokuratorem.. chyba jeszcze tylko u samego diabła nie byłam. Biegam, dzwonię, mailuję.. i z tego czerpię siłę na kolejny krok.
Na każdy kolejny dzień, w którym brakuje Cię Synku coraz bardziej.. Nie da się zabiegać tej tęsknoty.. nie da się przed nią uciec..

A niebo milczy..

Wystąpiłam z wnioskiem o ustanowienie mnie oskarżycielem posiłkowym.. Od wczoraj jestem w posiadaniu wszystkich akt sprawy. Notatki.. zeznania.. opinie.. Wiem wszystko.. Mogę odtworzyć sekunda po sekundzie ostatnie, najtragiczniejsze przeżycie mego dziecka.. jego ból.. strach.. jego każde słowo..
Mój Boże.. to nie miało prawa się zdarzyć !!
Miał zielone światło na przejściu dla pieszych !!
Znów wyję w niebo - dlaczego ?!?!

Bezdech

Sklejam mozolnie i nieudolnie. Trzęsącymi się jak w delirce rękami, zagryzając wargi do krwi, kilkakrotnie próbuję dopasować jakiś wciąż wypadający element.
Poddaję się, rezygnuję.. i zaczynam od nowa.
Moje pieprzone życie.
Wczorajszy telefon znowu wyrzucił mnie z podmytych torów, pozbawił oddechu.. Nie byłam w stanie nawet wyłączyć komputera, żeby pójść do domu, bo o pracy to już w ogóle nie mowy. Przed oczami człowiek nerwowo palący papierosa na chodniku.. kilka metrów ode mnie. Wtedy nie wiedziałam kto to jest. Nie myślałam, nie zastanawiałam się.
11 marca będzie sądzony za śmierć mego dziecka..

Wiosna..

Wydawało się już, że będzie dobrze, o ile w ogóle może jeszcze być jakieś dobrze.
Było oglądanie komedii, było piwo i jakieś zwykłe babskie plotki. Były spacery i próby pogodnego myślenia.
I przyszedł taki dzień jak dzisiaj.
Wiosna w powietrzu, optymistyczne prognozy.. i znowu rośnie coś w środku, rozsadza serce, dusi w gardle i wypływa potokami łez.
Zupełnie niekontrolowanie, bez najmniejszego grymasu na twarzy.
Będzie wiosna.. będą kwiaty, słońce.. tak normalnie..
A przecież nic nie jest normalnie !!

Pół roku..

Codziennie, gdy otwieram rano oczy, wzrok napotyka zdjęcie rozpromienionego, szczęśliwego chłopca... Czy kiedyś potrafię odwzajemnić jego uśmiech..?

Godzinę temu minęło pół roku..

Szaro i mokro na dworze.

Nieprzyjaźnie.

Paradoksalnie, wtedy czuję się lepiej..

Słońce boli.

W zawalonych światach nie ma miejsca na słońce...

Tajam..

Przez ostatnie prawie pół roku spałam po cztery, w porywach do pięciu godzin na dobę. Nie czułam zmęczenia, nie czułam głodu.. nie czułam nic..
Od tygodnia nie mogę się obudzić. Kładę się wcześnie a wstawanie przed 10 sprawia ból. Organizm upomniał się o swoje prawa, życie się upomniało..
Zmęczenie paruje wszystkimi porami skóry.
I tylko ten smutek zalegający na sercu nie pozwala się uśmiechnąć..