Pamięć jest formą spotkania..


To był wielki zaszczyt, być Twoją mamą....

Jesteś w każdej komórce mego ciała.. czuję Cię tuż pod powierzchnią skóry.. tętnisz w każdej kropli krwi..
Może przyjdzie czas, kiedy wspomnienie będzie tylko radością i wdzięcznością za to, że byłeś
Przepraszam, że to jeszcze nie dzisiaj..
Dzisiaj tęsknię...

Tylko tęsknota jest niezmienna..

Patrzę na Ciebie i widzę siebie..
Patrzę na siebie i widzę Ciebie..
Tęsknię..

Chociaż wiele się zmieniło..
mimo, że życie przezwyciężyło rozpacz i zdetronizowało demony.. a ja oswoiłam niepogodzenie
to jak bumerang wraca czas, kiedy smutek wdrapuje się na kolana i obłapia za szyję.
Serce staje w poprzek..
a jakiś głos w głowie syczy, że to niesprawiedliwe, że jestem szczęśliwa...
że w ogóle jestem..

Jak Ci się wiedzie Mój Mały, tam, po drugiej stronie nieba.. ?
Czy dzisiaj też byłbyś tak bardzo do mnie podobny ..?

Katharsis

Tak to już jest, że idziesz przez świat i spotykasz setki albo i tysiące ludzi.
Omiatasz wzrokiem ich twarze, na jednych zatrzymujesz się dłużej, inne omijasz wzrokiem,
Aż w końcu natykasz się na twarz, która jest odpowiedzią na Twoje wszystkie pytania o sens
I budzi się w Tobie spokój, łagodność i pewność,
bo już niczego nie musisz szukać..

Pewnie już nie mogłeś na mnie patrzeć, Mój Mały.. ?
Wiem, że to Twoja sprawka..
że to Twoje małe paluszki poukładały te puzzle..
sama nie rozpoznałabym szczęścia nawet wtedy, gdybym się o nie potknęła.
Dziękuję..

Gdybym była pieskiem,machałabym ogonkiem
i kręciła się w kółko..

Brak słów

Święto radości.. wspólnoty i dobroci..
A na oczach tysięcy świadków ktoś morduje człowieka..

Quo vadis Polsko...?

Pamięć serca

Tak często wszystko wydaje się niedorzeczne i bez sensu..
A jednak wciąż uparcie i rozpaczliwie wierzę,
że któregoś dnia, gdzieś ponad i poza...
Z naszych imion zbudujemy most między światami
rozpoznamy się.. i radości nie będzie końca..
Tymczasem przesuwam nanizane na pamięć koraliki wspomnień
i ogrzewam je ciepłym oddechem znicza..

Zaczęłam odróżniać pamięć głowy od pamięci serca..
Ta pierwsza umiera...

Bez Ciebie..

Mruczenie monitorów, miarowe tykanie i pikanie..
szepty pielęgniarek przy biurku
współczujące spojrzenia
Przez uchylone okno bezczelnie sączy się życie
kusi i przywołuje symfonią barw, zapachów i dźwięków..

Środek lata, środek wakacji, setki planów, obietnic i możliwości..
a mały chłopiec cichutko odchodzi od tego wszystkiego
i jego drobna dłoń robi się nieprzyjaźnie zimna...

W jednej chwili jest wtorek i jemy razem śniadanie
a chwilę później mija 11 lat...
I znowu jest wtorek...
Nic dziwnego , że tego nie ogarniam...
Bo to jest niemożliwe...

Choć w snach do mnie przyjdź...



Ołowiany czas

Dwadzieścia osiem dni w środku lata, przed którymi nie da się uciec...
Bez względu na to, czy akurat szumią fale Bałtyku, czy brzęczą pszczoły nad górską doliną, czy ktoś podaje zimne piwo na krakowskim czy toruńskim rynku..
znów wieczorami walczę o oddech.
To ten czas, kiedy bardziej niż kiedy indziej wiem, że nie przeżyję już niczego, co pozwoliłoby zapomnieć, że mojego dziecka już nie ma.. że  właśnie upływały ostatnie dni... i budzą się demony niemocy
bo jest nie tak... nie tak...




Dawno się nie widzieliśmy..

Dzisiaj znowu nie przybyło Ci lat.. i lato poszarzało

U sąsiadów dudni muzyka..
Zastanawiam się, jak wyglądałby ten dzień, gdybyś tu był..
Gdybym nie zostawiała urodzinowego znicza na rozpalonym kamieniu..

Tak dawno się nie widzieliśmy Mój Mały..
Już nawet nie próbuję sobie wyobrażać, jak mógłbyś wyglądać..
Już nie oglądam się za każdą blond głową na placu zabaw..
Nie zaglądam pytająco w każde oczy..
Ale nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania..
Tamtej nocy 21 lat temu..
Tęsknię..


Kryzys optymizmu

Piątkowe popołudnie u progu weekendu i wiosny, a ja mam dość.
Wszystkiego.
Zawodzi ciało, ludzie, życie..
Gdyby tak dało się zgnieść to wszystko w jedna małą kulkę i cisnąć przez okno...
Pięknie się pisze o porządkach, ale życie to nie szafa, nie da się niczego i nikogo wyrzucić jednym ruchem i bez konsekwencji.
A szkoda..
Mój wrodzony optymizm przechodzi kryzys, wywala jęzor i strzela focha.
Też ma dość.
Wcale się nie dziwię.

I jeszcze zapomniałam kupić pastę do zębów !!! 

Noworoczne sprzątanie

"Wyrzuć wszystko co nie działa. Teraz.

Buty, w których się potykasz i jest Ci niewygodnie - na śmietnik.
Swetry, dżinsy, sukienki i inne badziewie, które Ci nie pasuje, pogrubia, postarza - won ! Żadnych "na działkę", "po domu" czy "do lasu". Na przemiał !
Gadżety, które tylko zajmują czas i miejsce - won na śmietnik
Talerz ze starego serwisu, w którym już nic nie podasz,wystaw za drzwi, może komuś się przyda.
Zerwij przyklejoną do drzwi lodówki karteczkę z dietą..

Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne
-wyobrażasz sobie co za koszmar ?
-uhm, koszmar
i przestępujesz z nogi na nogę, bo zaraz się zacznie Twój ulubiony serial, albo stygnie pachnąca kąpiel. Znajoma od telefonu codziennie ma koszmar, po co Ci to ?

Wyrzuć słowa, które wypowiadasz do budzika "jeszcze pięć minut".. albo wstań od razu albo ustaw pobudkę dla siebie, nie dla sumienia. Nie działa !

Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, przecież oczy to boli !
Wyrzuty z powodu tego, czego nie zdążyłaś dziś zrobić - won ! Tak jak wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości wyborów, które kiedyś robiłaś..
Wszystkie wyrzuty won do diabła ! Co by się nie zdarzyło to był jedyny prawidłowy wybór.. wtedy, w tamtej sytuacji.. najlepszy.
Żadnego rozmyślania "co by było, gdyby" Albo rób albo nie myśl. Żadnego żalu. Tylko doświadczenie i wdzięczność.

Wyrzuć zwyczaj przepraszania kilka razy. Wystarczy jedno, szczere "przepraszam" jeśli jest powód. Reszta to śmieci. Balast.

Strach przed starością, chorobą, przed nowym, przed innym.. brak wiary w siebie, w swoją urodę, wdzięk, wartość - spakuj i spal. A popiół na wiatr ! Bo to nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.

Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie wywal już teraz, natychmiast.

Skończysz czytać, wyjdź z domu. Tam zawsze jest dobrze. Powietrze, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg.
Popatrz, posłuchaj, powąchaj..  to życie "


Znalazłam w tylu miejscach, że nie wiem kto jest autorem. Fragmenty, które do mnie nie trafiły, wycięłam i zgodnie z zaleceniem wyrzuciłam - won. Reszta działa.. to życie.

Taka piękna pogoda na spacer

Zimowa, biała droga spoza skali wszelkiej kolejności odśnieżania.
Po obu stronach leśna dostojność.. nieskazitelna, czysta.. iskrząca..
Tylko ja i trzeszcząca mrozem cisza.. i  szelest zsuwającej się z gałęzi śnieżnej czapy, jakby strąconej skrzydłem przez nieuważnego anioła..
Właśnie na tej drodze po raz kolejny dotarła do mnie banalna prawda, że świat jest po prostu piękny.. tak rozpaczliwie i boleśnie piękny, że oddech staje się krótki i płytki.

I nagle poczułam się cholernie samotna.. bo życie wiele traci na uroku, jeśli nie ma z kim się nim zachwycić.. złapać za rękę, zatrzymać.. rozejrzeć..
i przez moment pomyślałam, że...

a potem wróciłam do domu..

Jakie smutne oczy ma karp..

Nawet nie skrzypnęły drzwi, kiedy stanęła w progu
Weszła jak do siebie
Niezapowiedziana, niezapraszana,
Po prostu się pojawiła..
Rozsiadła się przy pustym talerzyku wypełniając sobą całą przestrzeń..
Odświętna Pani.... Tęsknota..