Przez te wszystkie lata dziesiątki, a może setki razy słyszałam, że czas leczy.
Nie wiem.. może mój czas potrzebuje więcej czasu.. a może to po prostu nieprawda i żaden z niego lekarz..
Rozkleiłam się i rozsypałam z brzękiem, kiedy młody człowiek zapytał dzisiaj czy zakończyła się w końcu sprawa karna.. Dopiero po tym pytaniu poznałam, a właściwie domyśliłam się kim jest, zanim Starszy podpowiedział....
Pamiętał.. przyszedł mimo deszczu.. mimo czasu.. a ja nawet nie umiałam odpowiedzieć..rozpadłam się..
Mam w sobie pustkę Mój Mały.. kamienną pustkę.. przepaść nie do ogarnięcia... Nieokreśloną tęsknotę za tym co było i za tym co być mogło..
Nie ma Cię i już nawet nie pamiętam Cię prawdziwego.. to wszystko, co kłębi się w mojej głowie to jakaś myślowa mgła, zlepek wrażeń, fotograficznych obrazów..
Takie bolesne pragnienie, żeby zobaczyć.. dotknąć.. przypomnieć zapach, ciepło.. kształt paznokci.. miękkość włosów..
Ból, jak czarny lep.. oddech za płytki..
To nie serce.. tak boli dusza..
Niektóre dni są bardziej..
Zimno. Coraz zimniej.
Spałam do 10.30.
To sygnał, że organizm jest gotowy do zimowego snu i lekceważy moją naiwną nadzieję na jeszcze trochę złotej jesieni i jubilerską odsłonę klonów pod oknem. Ciągle są zielone zmęczoną zielenią..
Na pokojowym termometrze rano 19 stopni.. Jeszcze nie włączyłam ogrzewania, chociaż to już graniczna temperatura.
Za to poddałam się i schowałam wiatrak do pudełka, zapaliłam świeczki i zaparzyłam dzbanek herbaty z imbirem,kurkumą i pomarańczami...
Może nawet zrobię porządki w szafie..
Nie ma odwrotu. Na Kasprowym pół metra śniegu.
Smutno. Coraz smutniej.
To sygnał, że organizm jest gotowy do zimowego snu i lekceważy moją naiwną nadzieję na jeszcze trochę złotej jesieni i jubilerską odsłonę klonów pod oknem. Ciągle są zielone zmęczoną zielenią..
Na pokojowym termometrze rano 19 stopni.. Jeszcze nie włączyłam ogrzewania, chociaż to już graniczna temperatura.
Za to poddałam się i schowałam wiatrak do pudełka, zapaliłam świeczki i zaparzyłam dzbanek herbaty z imbirem,kurkumą i pomarańczami...
Może nawet zrobię porządki w szafie..
Nie ma odwrotu. Na Kasprowym pół metra śniegu.
Smutno. Coraz smutniej.
Przy Agorze
Zwykle wybieram inną drogę, ale czasem jakiś masochistyczny instynkt prowadzi mnie przez tamto skrzyżowanie..
Światła zmieniają się monotonnym rytmem..
Czerwone. Zielone.
Ludzie przechodzą, przebiegają, przejeżdżają..
Przejście przyjazne dla wózków..
Wyremontowany chodnik
Nowa ścieżka rowerowa..
Wszystko jest inaczej.
I tylko ja ciągle tam klęczę..
Zaklęta w kropli łzy..
Niewidzialna..
Światła zmieniają się monotonnym rytmem..
Czerwone. Zielone.
Ludzie przechodzą, przebiegają, przejeżdżają..
Przejście przyjazne dla wózków..
Wyremontowany chodnik
Nowa ścieżka rowerowa..
Wszystko jest inaczej.
I tylko ja ciągle tam klęczę..
Zaklęta w kropli łzy..
Niewidzialna..
Byłaś mi dziś Jolu maską tlenową... Dziękuję.
Wypełnia się lipiec
I znów dusza zamarza i trzęsą się ręce
Palą się znicze
Na cmentarzu i w sercu
Jak kiedyś na cały regulator rozkręcam La Passion
I tańczę
przełykając łzy
Pod zamkniętymi powiekami
Znów kręcimy się trzymając się za ręce
Jak wtedy, kiedy jeszcze świat miał sens
Śmierć nic nie znaczy mój Mały... nic nie znaczy...
I znów dusza zamarza i trzęsą się ręce
Palą się znicze
Na cmentarzu i w sercu
Jak kiedyś na cały regulator rozkręcam La Passion
I tańczę
przełykając łzy
Pod zamkniętymi powiekami
Znów kręcimy się trzymając się za ręce
Jak wtedy, kiedy jeszcze świat miał sens
Śmierć nic nie znaczy mój Mały... nic nie znaczy...
Miejscowe przejaśnienia
Mały guz ma wielkie oczy...
Radiolodzy po wnikliwej analizie stwierdzili, że zarówno guz, jak i powiększenie węzłów chłonnych nie jest patologiczne. Komplet wygląda raczej na reakcję na okołonerkowy stan zapalny i cokolwiek by to miało znaczyć, to zajęcie nie dla onkologa..
Burza przeszła bokiem. Chmurzyska rozstąpiły się i odsłoniły kawałek spokojnego nieba.
Oby mieli rację.. Tymczasem odwracam uwagę.
Radiolodzy po wnikliwej analizie stwierdzili, że zarówno guz, jak i powiększenie węzłów chłonnych nie jest patologiczne. Komplet wygląda raczej na reakcję na okołonerkowy stan zapalny i cokolwiek by to miało znaczyć, to zajęcie nie dla onkologa..
Burza przeszła bokiem. Chmurzyska rozstąpiły się i odsłoniły kawałek spokojnego nieba.
Oby mieli rację.. Tymczasem odwracam uwagę.
Nie do wiary
Tak dawno.. a pamiętam jak wczoraj
Ten uśmiech losu, kiedy po raz drugi obdarowywał mnie szczęściem
W najczystszej postaci..
A dzisiaj znowu zapalę znicz dziesięcioletniemu dziecku
Zamiast wyściskać dziewiętnastoletniego młodego człowieka..
Małość mojej wyobraźni mnie przeraża..
Ten uśmiech losu, kiedy po raz drugi obdarowywał mnie szczęściem
W najczystszej postaci..
A dzisiaj znowu zapalę znicz dziesięcioletniemu dziecku
Zamiast wyściskać dziewiętnastoletniego młodego człowieka..
Małość mojej wyobraźni mnie przeraża..
Jak pies w studni
Jeszcze nie ma burzy
Choć chmury ciemnieją i gęstnieją
Choć błyska coś w oddali
A za linia horyzontu przetacza się ponury pomruk..
Jeszcze nie ma burzy
Jeszcze nie spadła ani jedna kropla..
Pani doktor od raka nie umie podjąć decyzji i zwołuje konsylium
a ja znowu czekam
i czuję się jak w tytule..
Choć chmury ciemnieją i gęstnieją
Choć błyska coś w oddali
A za linia horyzontu przetacza się ponury pomruk..
Jeszcze nie ma burzy
Jeszcze nie spadła ani jedna kropla..
Pani doktor od raka nie umie podjąć decyzji i zwołuje konsylium
a ja znowu czekam
i czuję się jak w tytule..
Poza tym bez zmian
Jest.
Tam gdzie nie było i być nie powinno.
Tylko tyle. Krótka, sucha informacja.
Bez komentarzy, zaleceń, pomysłów czy rokowań
Guz. Mały guzek.
Niemowlak z szansą na rozwój
Przed którym może wszystko, a może nic
Póki co, z nieokreślonym charakterem, więc
Pozostaje nadzieja, że nie każdy wyrasta na złośliwego potwora
Do konsultacji znowu upłynie czas
Który nie leczy..
Tam gdzie nie było i być nie powinno.
Tylko tyle. Krótka, sucha informacja.
Bez komentarzy, zaleceń, pomysłów czy rokowań
Guz. Mały guzek.
Niemowlak z szansą na rozwój
Przed którym może wszystko, a może nic
Póki co, z nieokreślonym charakterem, więc
Pozostaje nadzieja, że nie każdy wyrasta na złośliwego potwora
Do konsultacji znowu upłynie czas
Który nie leczy..
List do M.
Świat się pomylił.
I nie zatrzymał się, nie zachwiał, nie zawstydził
a powinien..
przecież od dzisiejszego ranka jest gorszy....
Tak wiele z Tobą ubyło.....
I nie zatrzymał się, nie zachwiał, nie zawstydził
a powinien..
przecież od dzisiejszego ranka jest gorszy....
Tak wiele z Tobą ubyło.....
A wystarczy się obudzić..
Czasem mi się wydaje, że to wszystko mi się śni. Że któregoś wieczoru zasnęłam i na skutek niepomyślnych układów planet, kosmicznych wyładowań czy burzy na słońcu utknęłam w jakiejś dziwnej nierzeczywistości. Że moje prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, oddzielone od tego tutaj, grubą ścianą zbudowaną ze spiętrzonych, ciężkich "gdyby nie....".
Tam prawdziwa Lorely przeciąga się rano w nieskazitelnie białej kuchni, odbierając od swojego mężczyzny filiżankę kawy. Budzi Młodszego do szkoły, gderając, że najwyższy czas, żeby wziął się za naukę, a nie zarywał noce przy komputerze. Przecież matura za chwilę.
Po pracy, przez telefon ustala ze Starszym, co zrobić na niedzielny obiad, na który wpadnie z narzeczoną, a potem przesyła swojemu mężczyźnie listę zakupów.
Wieczorem prawdziwa Lorely nie tęskni chowając twarz w kocim futrze, nie ucieka w książki ani wirtualne scrabble. Szykuje kolację, rozmawia, śmieje się, a kiedy Młodszy zamyka się w swoim pokoju, pije ze swoim mężczyzną wino..
Prawdziwa Lorely nie liczy zmarszczek, siwych włosów ani kilogramów. Jest szczęśliwa i spełniona.
I jest zdrowa.....
Nie pilnuje terminów wizyt, kontroli, przeglądów. Nie przeczekuje skulona w kącie pokoju z zasłoniętymi oknami, kolejnego ataku bólu. Nie patrzy z niedowierzaniem na lekarza, który bez przekonania mówi, że to zamknięcie światła moczowodu wcale nie musi oznaczać wznowy.. że to może blizny się rozrosły..
Tam prawdziwa Lorely przeciąga się rano w nieskazitelnie białej kuchni, odbierając od swojego mężczyzny filiżankę kawy. Budzi Młodszego do szkoły, gderając, że najwyższy czas, żeby wziął się za naukę, a nie zarywał noce przy komputerze. Przecież matura za chwilę.
Po pracy, przez telefon ustala ze Starszym, co zrobić na niedzielny obiad, na który wpadnie z narzeczoną, a potem przesyła swojemu mężczyźnie listę zakupów.
Wieczorem prawdziwa Lorely nie tęskni chowając twarz w kocim futrze, nie ucieka w książki ani wirtualne scrabble. Szykuje kolację, rozmawia, śmieje się, a kiedy Młodszy zamyka się w swoim pokoju, pije ze swoim mężczyzną wino..
Prawdziwa Lorely nie liczy zmarszczek, siwych włosów ani kilogramów. Jest szczęśliwa i spełniona.
I jest zdrowa.....
Nie pilnuje terminów wizyt, kontroli, przeglądów. Nie przeczekuje skulona w kącie pokoju z zasłoniętymi oknami, kolejnego ataku bólu. Nie patrzy z niedowierzaniem na lekarza, który bez przekonania mówi, że to zamknięcie światła moczowodu wcale nie musi oznaczać wznowy.. że to może blizny się rozrosły..
Krajobraz serca
Serce na dłoni
pełne blizn, ran, pęknięć.. zadrapań
Na pierwszy rzut oka jak siekany kotlet
Plątanina linii krótszych i dłuższych
A wystarczy na moment uspokoić arytmię
by dostrzec w nich porządek..
Oczy..brwi..
Lekko zadarty nosek i potargane włosy..
Jak znamię wypalone miłością
Był. Jest. Będzie. Prawdziwy.
Nie przyśnił mi się.
To był ciężki dzień.
Jestem zmęczona.. Strasznie zmęczona..
pełne blizn, ran, pęknięć.. zadrapań
Na pierwszy rzut oka jak siekany kotlet
Plątanina linii krótszych i dłuższych
A wystarczy na moment uspokoić arytmię
by dostrzec w nich porządek..
Oczy..brwi..
Lekko zadarty nosek i potargane włosy..
Jak znamię wypalone miłością
Był. Jest. Będzie. Prawdziwy.
Nie przyśnił mi się.
To był ciężki dzień.
Jestem zmęczona.. Strasznie zmęczona..
Wszystko przez ten śnieg
Świat pojaśniał, wyszlachetniał.
Pierwszy raz tej zimy widzę tyle śniegu.
Pada od kilku godzin.Jest pięknie.
Nieruchome powietrze, gruba kołderka białego puchu na wszystkich drzewach razem i każdej gałązce osobno.. jak na świątecznej pocztówce.
Widok bajkowego lasu zaczarował mnie i rozbudził bliżej nieokreśloną tęsknotę.
Poszłabym w ten las.
I co, że przemoczone buty, zimna wilgoć za kołnierzem, oddech zastygający w powietrzu..
jeśli w zamian tak biało, tak czysto i romantycznie..
Jeśli srebrzyste gwiazdki tańczą w powietrzu,przyklejają się do zimnych policzków, zatrzymują się na rzęsach..
Jeśli dłoń schowana w drugiej dłoni.. w rękawiczce lub bez...
Rozkleiłam się.
Pierwszy raz tej zimy widzę tyle śniegu.
Pada od kilku godzin.Jest pięknie.
Nieruchome powietrze, gruba kołderka białego puchu na wszystkich drzewach razem i każdej gałązce osobno.. jak na świątecznej pocztówce.
Widok bajkowego lasu zaczarował mnie i rozbudził bliżej nieokreśloną tęsknotę.
Poszłabym w ten las.
I co, że przemoczone buty, zimna wilgoć za kołnierzem, oddech zastygający w powietrzu..
jeśli w zamian tak biało, tak czysto i romantycznie..
Jeśli srebrzyste gwiazdki tańczą w powietrzu,przyklejają się do zimnych policzków, zatrzymują się na rzęsach..
Jeśli dłoń schowana w drugiej dłoni.. w rękawiczce lub bez...
Rozkleiłam się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Dzisiaj znowu nie przybyło Ci lat.. i lato poszarzało U sąsiadów dudni muzyka.. Zastanawiam się, jak wyglądałby ten dzień, gdybyś tu był...
-
U mnie wszystko w porządku Mój Mały.. Żyję. Czuję. Uśmiecham się. Tęsknię za Tobą, za tym wszystkim, co się nie wydarzy.. za każdym dniem,...
-
"Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim ...
-
Mruczenie monitorów, miarowe tykanie i pikanie.. szepty pielęgniarek przy biurku współczujące spojrzenia Przez uchylone okno bezczelnie ...
-
Czasami uśmiech jest maską.. mniej lub bardziej dopasowaną. Pod radością kryje się mrok, który nie znika ot tak.. Drzazga w sercu, która wy...