Ciepły kocyk, herbata z imbirem.. kot na kolanach.. pilot do telewizora.. Święta..
Lubię świąteczne, familijne filmy. Wigilijne opowieści pełne dziecięcej naiwności. Gdzie Mikołaj wpada przez komin, matki kochają swoje dzieci, dzieci szanują ojców.. gdzie ludzie w jeden wieczór odkrywają w sobie pokłady miłości, empatii i zrozumienia wystarczające na całe życie, a zło zawsze zostaje słusznie napiętnowane.
Zatrzymuję na rzęsach blask świec i z całej siły zatapiam się bajce..
A potem nadchodzi poświąteczny ranek i życie jak walec wgniata po kolana, po pas, po szyję w świat pełen wzajemnych oskarżeń, opluwań i podstawianych nóg. Gdzie delikatność jest dowodem słabości, więc nikt nie próbuje zadać sobie odrobiny trudu, żeby zadbać o słowa..
i słowa też tracą znaczenie, jak motyle na szpilkach..
Chyba się starzeję. Robię się sentymentalna.
Dlatego , ja traktuję ten ,,niezwykły czas,, jak czas zwykły ...ściskam mocno a może nawet trochę mocniej niż zwykle....
OdpowiedzUsuńNie Kochana nie starzejesz się ..taka jest właśnie rzeczywistość ale dobrze jest się choć raz na jakiś czas zatracić w bajce :) Wszystkiego naj naj na ten Nowy Rok :)
OdpowiedzUsuńWitaj Lorely:)
OdpowiedzUsuńJa też to mam.
Za dużo widzę:)
Pozdrawiam Ciebie serdecznie...
To własnie bajki pozwalają nam nie zwariować. Ściskam mocno :)
OdpowiedzUsuńTo smutna prawda, że dobrzy jesteśmy tylko od święta..
OdpowiedzUsuńNapisalas sama prawde prawdziwa.....niestety.hm...a szkoda ,ze tak jest...
OdpowiedzUsuń